Okazuje się, że nasze owiane złą sławą panie z dziekanatu to prawdziwe anielice w porównaniu z tymi, które znajdują się na przykład na Sorbonie, czy na innych francuskich uniwersytetach. Taki panuje tam zwyczaj, że raczej nie da się krótko czekać na policję, jeśli się ja wezwie, że olewa się pacjenta w przychodni lekarskiej, oraz prawdziwym problemem jest załatwienie najdrobniejszej nawet sprawy w dziekanacie. Wszelkie formalności do załatwienia to prawdziwy problem, zwłaszcza jeśli dodatkowa barierę stanowi języka, a raczej jego nieznajomość, oraz to, że nie znamy dokładnie przepisów panujących w danym kraju, albo chociażby najmniejszych zwyczajów, które czasami potrafią skutecznie uniemożliwi komunikację.




